🇬🇧 Debating Freedom of Speech — My Second MUN Experience/ PL Debata o wolnoĹ›ci sĹ‚owa- moje drugie doĹ›wiadczenie MUN

There are moments when you suddenly realize how much you’ve grown — not because someone tells you, but because you find yourself doing something that once seemed impossible.
For me, that moment came a few days ago, during the Wrocław Model United Nations 2025.

It was my second MUN, but this time in a completely new role: as the Ambassador of the United States of America in the Security Council. The topic of debate was one of the most challenging and relevant today — freedom of speech.

At first, it sounds simple. Everyone agrees that speech should be free. But when you start talking about the Internet, hate speech, censorship, and responsibility, the concept of “freedom” becomes unexpectedly complex. What does it really mean when words can travel across the world in a second — and can heal or hurt just as quickly?

The debates were intense — at times, like verbal chess. You had to think, react, read others, and stay true to your country’s policy. Representing the U.S. meant balancing between protecting free expression and acknowledging the risks of disinformation. It was demanding, but I loved it — finding the right arguments, asking sharp questions, sometimes catching another ambassador off guard (and being caught myself, which was even better).

I learned that true diplomacy is not only about speaking, but also about listening, timing, and building bridges between people who might seem completely different at first.
It’s a bit like music — about rhythm, harmony, and shared resonance.
And a bit like science, where precision means everything: one wrong symbol in an equation, one imprecise word in a hypothesis — and the whole experiment collapses.
Diplomacy works the same way: every word matters, every sentence can shift the meaning.

Our final resolution wasn’t perfect, but it reflected teamwork and care for detail. After three days of speeches, debates, and corridor negotiations, I was exhausted but fulfilled.
The whole experience reminded me how much I love communication — not only through singing on stage, but also through ideas.

Because words, like music, carry power. They can build or destroy, inspire or divide.
And in science, we learn that even the smallest change — one atom, one mutation, one symbol — can transform the entire system.
Language works the same way: one word can change everything.
Understanding that power might be one of the most important lessons of our time.

What I learned from WrocMUN:

  • Preparation matters. Diplomacy starts with knowledge.
  • Debate is dialogue. It’s not about winning — it’s about understanding.
  • Staying true to your role teaches discipline, just like interpreting a musical score.
  • Freedom of speech is not just political; it’s moral and emotional.

I came back from WrocMUN tired but grateful — grateful to have been surrounded by young people who, despite different views, share one thing: the will to understand the world.

🇵🇱 Debata o wolności słowa — moje drugie doświadczenie MUN

Są takie chwile, w których człowiek nagle widzi, jak bardzo się rozwinął — nie dlatego, że ktoś mu to mówi, ale dlatego, że robi coś, co kiedyś wydawało się niemożliwe.
Dla mnie takim momentem był Wrocław Model United Nations 2025.

To był mój drugi MUN, ale tym razem w zupełnie nowej roli: Ambasadora Stanów Zjednoczonych Ameryki w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Temat obrad? Jeden z najtrudniejszych i najbardziej aktualnych — wolność słowa.

Na pierwszy rzut oka brzmi prosto. Przecież każdy się zgadza, że słowa powinny być wolne. Ale gdy zaczyna się rozmawiać o Internecie, mowie nienawiści, cenzurze i odpowiedzialności, pojęcie „wolności” staje się zaskakująco niejednoznaczne. Co właściwie znaczy wolność słowa, gdy słowa potrafią w sekundę obiec cały świat — i mogą równie łatwo leczyć, jak ranić?

Debaty były intensywne — chwilami przypominały partię szachów słownych. Trzeba było reagować, przewidywać, czytać innych, a jednocześnie pozostać wiernym polityce swojego kraju. Reprezentując USA, musiałam balansować między obroną wolności wypowiedzi a uznaniem zagrożeń, jakie niesie dezinformacja. Było to trudne, ale też fascynujące. Uwielbiałam znajdować trafne argumenty, zadawać pytania, czasem przyłapać kogoś na nieścisłości — a czasem sama zostać zaskoczona.

Zrozumiałam, że prawdziwa dyplomacja to nie tylko mówienie, ale też słuchanie, wyczucie i budowanie mostów tam, gdzie na początku wydaje się, że nic nas nie łączy.
To trochę jak w muzyce — liczy się rytm, harmonia i wspólne brzmienie.
A trochę jak w nauce, gdzie precyzja jest wszystkim: jeden błędny symbol w równaniu, jedno nieścisłe słowo w hipotezie — i cały eksperyment traci sens.
Tak samo w dyplomacji: każde słowo ma wagę, każde zdanie może zmienić kierunek rozmowy.

Nasza końcowa rezolucja nie była doskonała, ale była owocem współpracy i dbałości o szczegóły. Po trzech dniach debat, przemówień i niekończących się rozmów na korytarzach byłam wyczerpana, ale szczęśliwa. Przypomniałam sobie, jak bardzo kocham komunikację — nie tylko sceniczną, przez śpiew, ale też tę intelektualną, przez idee.

Bo słowa, podobnie jak muzyka, mają moc. Mogą budować albo niszczyć, inspirować albo dzielić.
A w nauce uczymy się, że nawet najmniejsza zmiana — jeden atom, jedna mutacja, jeden znak — może zmienić cały układ.
Tak samo jest z językiem: jedno słowo potrafi zmienić wszystko.
Zrozumienie tej mocy to jedna z najważniejszych lekcji współczesności.

Co wyniosłam z WrocMUN:

  • Przygotowanie ma znaczenie. Dyplomacja zaczyna siÄ™ od wiedzy.
  • Debata to dialog. Nie chodzi o wygranÄ…, tylko o zrozumienie.
  • Wierność roli uczy dyscypliny — jak interpretacja partytury.
  • Wolność sĹ‚owa to nie tylko temat polityczny, ale teĹĽ moralny i emocjonalny.

Z WrocMUN wróciłam zmęczona, ale wdzięczna — za to, że mogłam być wśród ludzi, którzy mimo różnych poglądów próbują wspólnie zrozumieć świat.

Leave a comment